Personel medyczny w czasie pandemii… czy wszyscy jesteśmy zagrożeni kryzysem psychicznym? Jak sie wzajemnie wspierać?

Rozmowa opublikowana na łamach portalu Medycyna Praktyczna 23/03/2020

Osoby zaangażowane w zwalczanie wirusa COVID19 mogą mieć wysoki poziom lęku, być bardzo wyczerpane, zagrożone wystąpieniem Zespołu stresu pourazowego. Ale zyskują też poczucie sensu i wartości swojej pracy, w zespołach lekarze stają się sobie bliżsi i solidarni lepiej komunikują się z kolegami – o pozytywnym i negatywnym wpływie epidemii na zdrowie psychiczne personelu medycznego rozmawiamy z dr Agatą Gizą-Zwierzchowską, psychologiem z Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego na Arkońskiej w Szczecinie i przewodniczącą szczecińskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Psychologicznego.

Media podają, że lekarz z Kielc który był zakażony koronawirusem, popełnił samobójstwo. Trudno w tym kontekście nie zapytać: czy najbardziej narażeni na zakażenie pracownicy ochrony zdrowia, są chronieni przed skutkami stresu w czasie epidemii?

Nie chcę się wypowiadać o tym konkretnym przypadku. Co do zasady jednak, niezaleźnie od tego, w jakiej pracujemy grupie zawodowej, mogą nam się zdarzyć stany depresyjne, nerwicowe, zaburzenia lękowe. Gdy pojawia się dodatkowy czynnik stresujący, jakim jest epidemia czy informacja o zakażeniu czy hejt w internecie, może to stać się dodatkowym czynnikiem spustowym, ostatnią kroplą która przelewa czarę naszej wytrzymałości psychicznej.

Co można zrobić w tej sytuacji?

Warto uświadamiać sobie, że jeśli członek personelu medycznego nie czuje się na siłach albo widzi, że nie daje sobie rady z panującą sytuacją epidemiologiczną, to jego własną odpowiedzialnością jest to zasygnalizować. Każdy z nas odpowiada nie tylko za zdrowie innych, ale także za swoje bezpieczeństwo. Warto uwierzyć, że jeśli ktoś poprosi o pomoc, to ją uzyska i będzie to pomoc skuteczna. Jest ona jednak możliwa tylko wtedy, gdy powiemy otwarcie o swoich problemach.

Kto jest teraz najbardziej zagrożony kryzysem psychicznym? Pielęgniarki i ratownicy medyczni na „pierwszej linii frontu”. Dyrektorzy szpitali i ordynatorzy?

Nie ma jednoznacznej reguły, chociaż im wyższa odpowiedzialność, tym większy stres. Stanowisko nie chroni nas przed nim. Najbardziej obciążająca jest konieczność podejmowania tzw. trudnych decyzji, a w takiej sytuacji mogą znaleźć się zarówno dyrektorzy, jak lekarze. Ci pierwsi w zakresie zabezpieczenia swoich pracowników, ci drudzy – w sytuacjach dotyczących zdrowia i życia pacjentów.

Czy grozi nam, że osoby bezpośrednio uczestniczące w działaniach będą miały objawy wypalenia zawodowego?

To bardzo ciekawe pytanie, na które, wydaje mi się, nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Mam nadzieję, że ta kryzysowa sytuacja dobrze się dla nas wszystkich skończy i, paradoksalnie, personel medyczny wyjdzie z niej wzmocniony. Takie zjawisko nazywamy wzrostem post-traumatycznym – osoby pracujące np. przy usuwaniu skutków katastrof z jednej strony są wyczerpane, podejmują bardzo duży wysiłek w niepewnej sytuacji, wszak mierzą się z bardzo dużym poziomem lęku. Ale gdy już jest po wszystkim, mają poczucie że ta sytuacja przywróciła im wiarę w to, co robią. Ratują przecież życie i zdrowie całego społeczenstwa. To definiuje ten wysiłek we właściwej perspektywie, daje poczucie sensu.

W Hiszpanii organizowane są publiczne akcje w których społeczeństwo, z balkonów, dziękuje pracownikom medycznym za walkę z epidemią. Takie akcje mają znaczenie?

Tak, dla obydwu stron. Dla osób które je organizują i w nich uczestniczą, bo pozwalają im uwolnić emocje, wziąć udział w czymś pozytywnym. Dla osób pracujących w ochronie zdrowia, bo pozwalają spotkać się z dobrymi emocjami, uzyskać wsparcie, naładować baterie. Takiego wsparcia udzielają sobie tez pracownicy ochrony zdrowia nawzajem. Ta cała sytuacja przynosi lepszą komunikację w zespołach. Wykorzystywane na bieżąco są kanały wymiany informacji, media społecznościowe. Mam nadzieję, że to są dobre praktyki które zostaną w ochronie zdrowia także po epidemii. Wierzę, że pod pewnymi względami ochrona zdrowia wyjdzie z tej kryzysowej sytuacji wzmocniona i z pewnością bogatsza o nowe doświadczenia.

A zagrożenia?

One też są, niestety, bardzo poważne. O ile wsparcie wpływa osłaniająco na psychikę lekarzy, to nieprzygotowanie systemu wpływa destrukcyjnie. Mamy do czynienia z zagrożeniem nieznanym. Nie do końca wiemy czego się spodziewać, co budzi bardzo duży lęk, zwłaszcza w grupie najbardziej narażonej, czyli wśród personelu medycznego. Pojawia się zagrożenie wyczerpaniem fizycznym, psychicznym, poczuciem wypalenia pracą, a nawet ryzyko póżniejszej depresji. Wsparcie społeczne zabezpiecza przed wypaleniem zawodowym, ale nie przed wyczerpaniem i jego skutkami.

Ogromny stres wywołują braki: leków, masek, fartuchów, sprzętu…

Tak, ale z drugiej strony to przygotowanie jest coraz lepsze. Do szpitali trafiają respiratory, środki zabezpieczenia osobistego. Jest ich coraz więcej, a jeszcze nie nastąpił szczyt epidemii. Mamy do czynienia z mobilizacją, ale nie poddawajmy się lękom i panice.

W przynajmniej kilku szpitalach zgłoszonych do zabezpieczenia przed koronawirusem nie było konsultacji z personelem przed wpisaniem placówki na listę zabezpieczającą. Lekarze dowiadywali się o tej decyzji z mediów. To chyba niszczy poczucie bezpieczeństwa i przekonanie, że ktoś z decydentów nad sytuacją panuje?

Sytuacja jest różna w różnych placówkach. W mojej akurat konsultacje były, a znaczna część personelu była pytana, czy jest gotowa pracować przy zabezpieczeniu epidemii. To bardzo ważne, by każdy mógł zdecydować o tym, czy i jak chce włączyć się w pomoc. Uzyskujemy w ten sposób poczucie kontroli i sprawczości, decyzja odwołuje się do naszego indywidualnego poczucia odpowiedzialności i wiary w sens pracy.

Psychiczne skutki pracy przy epidemii mogą być oddalone w czasie?

Choć nie wiemy, ile będzie trwać epidemia, raczej zakładam, że stres z nią związany ma charakter krótkotrwaly. Bardzo intensywny, ale nie zostawiający trwałego śladu na psychice. Warunkiem jest, że zadbamy o personel, który go doznaje – by nie wystąpił u nich Zespół stresu pourazowego i dekompensacja lękowa. Jest wysoce prawdopodobne, że lekarzom i pielęgniarkom będzie potrzebna psychologiczna interwencja kryzysowa, podobna do tej której udzielamy po wojnie lub katastrofie. Jesteśmy jako środowisko psychologów na tę sytuację przygotowani, uruchomione są telefony zaufania, przygotowani profesjonaliści, którzy mogą udzielić wsparcia.

Jak szybko powinna być uruchamiana taka pomoc?

Z psychologiem najlepiej pracować już w trakcie sytuacji kryzysowej. Pozwala to rozładować napięcie i odbarczyć psychikę która dźwiga zbyt duże ciężary. Im szybciej zareagujemy w sytuacji pojawienia się objawów Zespołu stresu pourazowego, tym większa szansa że wydarzenie, które go spowodowało wywoła mniejsze straty.

Jak wygląda pomoc psychologa w sytuacji kryzysowej?

Ja spotykam się ze wszystkimi zespołami oddziałowymi: aby porozmawiać z personelem o ich pracy, by ludzie mogli odwentylować emocje. Ważne jest, by każdą obawę każdy mógł wypowiedzieć. Jeśli pojawiają się problemy to należy je rozwiązać, albo wspólnie ustalić, że jakiś problem którego na bieżąco nie da się załatwić, będzie rozwiązywany w przyszłości. Zapewnienie takiej dobrej komunikacji spoczywa na osobach, które zarządzają pracownikami: ordynatorze, pielęgniarce oddziałowej, przełożonemu zespołów ratowników.

Szef zespołu powinien wysyłać osoby, które sobie gorzej radzą na terapię?

Jest wiele możliwości pomocy. Mamy do dyspozycji pomoc psychologiczną udzielaną co najmniej na dwa sposoby: wsparcie grupowe, które jest udzielane na bieżąco, co pozwala odbarczyć psychikę i rozładować emocje. Taka pomoc ma charakter raczej interwencyjny i prewencyjny. Pomoc indywidualna, pourazowa jest adresowana do osób, które nie radzą sobie i należy im pomóc, gdyż znalazły się w sytuacji traumatycznej . To już pomoc psychoterapeutyczna.

Oceniamy więc zarówno sytuację jak i stan osoby, która się w niej znalazła?

Dokładnie tak. Po pomoc indywidualną mogą zgłaszać się osoby, które jej potrzebują. To bardzo ważne żeby wiedzieć, że możemy jej potrzebować niezależnie od roli w systemie zdrowotnym i piastowanego stanowiska. I że psycholog może pomóc.

Dziękuję za rozmowę

Rozmawiała Redaktor Sylwia Szparkowska